Oszust z tindera a literatura - Beata Matecka

Oszust z Tindera: Literatura wykreowała oszusta?

W ostatnich dniach ogromną popularność zdobywa dokument „Oszust z Tindera” opublikowany na platformie Netflix. To już kolejny po „Jak pokochałam Gangstera” film z tej platformy, który trafił na mojego bloga. Oszust z Tindera jest obrazem pokazującym schemat oszustwa, na które nabrało się wiele kobiet. Przystojny biznesmen najpierw otacza swoje wybranki luksusami, obiecuje wspólne życie, a potem wyłudza od nich pieniądze. Przy czym ofiary płacą tak na prawdę za luksusy, którymi oszust wabi kolejne ofiary. Mam jednak wrażenie, że to dzięki literaturze kobiecej, takie działania są w ogóle możliwe. Dlaczego? Zachęcam do lektury.

Kobieta szuka romantyka

Historie o księciu z bajki, który zakochuje się w niepozornej kobiecie i otwiera przed nią wielki świat są tak stare, jak tylko mogą być. Znamy je z bajek, znamy je ze starych filmów, jednak w ostatnich latach literatura kobieca wyniosła te historie na zupełnie nowy poziom. Chodzi mi oczywiście o takie pozycje jak 50 twarzy Greya czy 365 dni: przeseksualizowane historie już nie o księciu z bajki, a o niezwykle męskim i przystojnym biznesmenie. Trzydniowy zarost, nienaganna sylwetka, markowe ciuchy i stylowe dodatki: to jest obraz dzisiejszego „księcia” biznesu, który zdobywa serca kobiet na portalach randkowych. Dokładnie na taką osobę kreował się tytułowy Oszust z Tindera.

W dokumencie Netflixa pokazano ofiary, które dały się naciągnąć Oszustowi. Szczerze mówiąc nie dziwię się im, że dały się nabrać na sztuczną fasadę kreowaną przez amanta. Może w filmie jego wizerunek nie wydawał się bardzo wiarygodny, jednak patrząc z perspektywy ofiar, trzeba przyznać że cała intryga była dobrze zaplanowana.

Oszust z Tindera: jak zdobywał zaufanie?

Oczywiście można próbować zrzucać winę na ofiary, jednak czy słusznie? Tożsamość przygotowana przez Oszusta z Tindera była bardzo wiarygodna: podszył się pod syna faktycznego magnata diamentowego, wysyłał wiadomości z adresów e-mail które wręcz były przygotowane pod to, żeby je sprawdzić. Randka w luksusowej restauracji była jak najbardziej prawdziwa, ochrona również, tak samo wycieczka prywatnym odrzutowcem. Cały schemat oszustwa był uszyty na miarę: na początek luksusowa randka, później wycieczka do Wiednia czy Paryża, prezenty, deklaracje miłości, następnie zaangażowanie ofiary w poszukiwanie wspólnego mieszkania. To wszystko miało na celu zbudowanie wiarygodności finansowej w oczach kobiety.

Kiedy ofiary odwiedzały apartamenty na wynajem o czynszu wynoszącym 15 000 dolarów, raczej nie myślały, że ich wybranek żyje z oszukiwania kobiet. Kolejnym etapem oszustwa było budowanie poczucia zagrożenia: oszust opowiadał o enigmatycznych wrogach. Dla uwiarygodnienia wysyłał nawet film, na którym jego ochroniarz siedzi zakrwawiony w karetce.

Dlaczego dajemy się oszukiwać?

Domyślam się, że w chwili, kiedy taka kobieta otrzymywała bilet na lot prywatnym odrzutowcem, raczej nie myślała o tym, żeby zadzwonić do firmy, w której rzekomo pracował Oszust z Tindera i zweryfikować, kto taki bilet kupił. Jedna z ofiar sprawdziła, że jej książę zaktualizował profil na aplikacji randkowej, ale to też nie wzbudziło w niej podejrzeń – wystarczyło jej tłumaczenie, że to nieprawda.

Kobiety przedstawione w dokumencie łączyła jedna wspólna cecha: ich oczekiwania w stosunku do partnera. Wszystkie szukały „nieoszlifowanego diamentu”, a kiedy znalazły prawdziwy diament, nie sądziły, że okaże się on cyrkonią. Nie chcę tutaj mówić, żeby „brać co leci”, jedynie stwierdzam, że ustawianie swoich wymagań względem mężczyzn na podstawie literatury i filmów dla kobiet, może mieć zgubne konsekwencje. Jak bowiem widać – nie wszystko złoto, co się świeci. A podobnych oszustów na mniejszą skalę działa pewnie całe mnóstwo.

You might also like

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.