Nikoś jak pokochałam gangstera

Jak pokochałam gangstera – romantyzowanie przestępców

Niedawno miałam trochę wolnego czasu, skorzystałam więc z polecenia znajomej i obejrzałam film „Jak pokochałam gangstera”, który opowiada o życiu „Nikosia” – Nikodema Skotarczaka. To już kolejny przykład filmu, który prezentuje trochę niepokojący mnie trend – romantyzowania przestępców. Nikoś w filmie Macieja Kawulskiego przedstawiany jest jako pozytywny bohater, romantyczny przestępca. Czy jednak prezentowanie takiego obrazu nie jest szkodliwe?

Kim był Nikoś?

Ci, którzy pamiętają jeszcze późne lata 80. i 90., pamiętają gangsterów i rywalizujące ze sobą ugrupowania przestępcze. Rywalizacja ta była nierzadko bardzo brutalna, a w jej wyniku ginęli przypadkowi ludzie. Obecnie boimy się zamachów terrorystycznych, a jeszcze nie tak dawno temu drżeliśmy przed ludźmi, którzy potrafili zabić bez powodu. Tylko dlatego, że uważali, że są bezkarni.

Nikoś zaczynał swoją karierę gangsterską jak większość takich postaci – od stania na bramce klubu, drobnych przestępstw przynoszących łatwe pieniądze. U schyłku komunizmu, kto miał dolary, mógł kupić niemal wszystko, co również pokazano w filmie Kawulskiego, jako początki działalności Skotkarczaka. Później były poważniejsze przestępstwa, jak kradzieże samochodów zza zachodniej granicy, ich „legalizacja” w kraju i sprzedaż. W pewnym momencie aktor grający Nikosia przyznaje nawet, że jedno auto można było ukraść dwa-trzy razy. Wszystko to z uśmiechem na ustach, przecież to takie łatwe pieniądze.

Jak pokochałam gangstera – czy takie filmy szkodzą?

I mimo tego, co napisałam wyżej, uważam że sam film „Jak pokochałam gangstera” jest obrazem bardzo dobrym – przedstawia piękną, romantyczną historię, jest opowiedziany w przeciekawy sposób (bohaterowie wcielający się w rolę narratora zawsze urozmaicają film!). Oprócz obrazu romantycznego wzlotu młodego przestępcy, film przedstawia również obraz ciężkiego końca kariery Nikosia. Przestępca został finalnie zastrzelony, sprawców tego brutalnego morderstwa nie ustalono do dzisiaj. Można to więc odbierać jako przestrogę dla osób, które pragną dzisiaj iść w ślady Nikodema Skotkarczaka, mam jednak wrażenie że taki koniec historii nie jest dla młodych osób wystarczającą przestrogą przed pójściem na przestępczą drogę.

Dzisiaj gangsterzy nie zniknęli, oni dalej funkcjonują i dalej rekrutują młodych ludzi, kuszonych szybkimi i łatwymi pieniędzmi. Mam wrażenie, że taka osoba, oglądając ten film, bardziej skupi się na pierwszej jego części – wystawnym życiu uśmiechniętego gangstera, który miał wokół siebie mnóstwo pięknych kobiet i korzystał z życia pełnymi garściami.

Laurka gangstera czy bluźnierstwo?

Ciekawe zdanie w sprawie zabrała jednak była partnerka Nikodema Skotarczaka – Edyta Skotarczak. Nie uważa ona bowiem, żeby film budował pozytywny obraz jej byłego męża. W swoim oświadczeniu na Facebooku, pisze ona tak:

W mojej ocenie, jak i w ocenie osób znających Nikodema oraz mnie – ten projekt jest jednym wielkim bluźnierstwem i nie sposób nie odnieść wrażenia, iż ma na celu pokazanie jego postaci w negatywnym, upokarzającym, umniejszającym i po części zakłamanym świetle. Takie pomieszanie, trochę prawdy z dowolną wizją artystyczną reżysera, stwarza pozorność „nowej” rzeczywistości, która w odbiorze społecznym jest przeważnie odbierana jako prawdziwa historia, ponieważ praktycznie nikt nie czyta, iż jest to fikcja literacka inspirowana życiem mojego męża. Jest to tzw. sztuczka prawna.

Edyta Skotarczak

Całość oświadczenia dostępna jest na Facebookowym profilu pani Edyty. Uważam, że to bardzo ciekawe, ponieważ osobiście odbieram ten film jako romantyczną laurkę dla gangstera. Już w latach jego świetności miał wielu naśladowców, niedawno czytałam, że niedługo przed swoją śmiercią wdał się w wojnę gangów, która pochłonęła kilkanaście żyć. Ofiary byli głównie młodymi, kilkunastoletnimi, maksymalnie dwudziestoletnimi chłopcami, którzy chcieli być jak Nikoś. I takie jest właśnie niebezpieczeństwo gloryfikowania takich przestępców. To nie był bohater. Postać była co prawda barwna, jednak czy można malować tak pozytywny obraz osoby, której najmniejszym przewinieniem były kradzieże, a która miała na koncie również porwania, groziła dziennikarzom piszącym o nim że „wrzuci im do redakcji pół granatu”, a która wydała ostatnie tchnienie nad ranem w agencji towarzyskiej?

You might also like

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.